Szkło gotowe, jesteśmy już przynajmniej w połowie drogi do własnego witrażu. Ponieważ uczymy tworzenia metodą tradycyjną, będziemy potrzebowali profili ołowianych (w przeciwieństwie do miedzianej taśmy, stosowanej w metodzie Tiffany'ego). Są one produkowane w 1,80m długości, więc najczęściej, jeśli nie kupujemy całych skrzynek, dostaniemy je pocięte na pół albo zwinięte w ten sposób:
Próby prostowania ich w rękach prowadzą do niezbyt fortunnych rezultatów, dlatego potrzebne nam będzie kolejne proste urządzenie: zacisk.
Przykręcamy go do stołu, a następnie wkładamy do niego jeden koniec profilu, zwanego też ołowianym szprosem. Drugi koniec możemy naciągnąć szczypcami, ale lepiej będzie zaopatrzyć się w taką sprytną dźwignię, choćby tylko dla samej frajdy naciągania metalu przy jej użyciu. To jedna z najprzyjemniejszych czynności w całym procesie!
Wkładamy drugi koniec w zacisk z dźwignią, ciągniemy… i już mam wyprostowany i naciągnięty profil.
Możemy przystąpić do kolejnego etapu. Dodam jeszcze tylko, że profile mają różne przekroje, szerokości i wysokości, jak również twardość. Czasem nie są nawet wykonane z ołowiu, a z cynku, jednak do pocięcia wszystkich będziemy potrzebowali takich samych szczypiec:
Wyglądają niemal jak narzędzie, które możecie znaleźć w dowolnym sklepie dla elektryków, ale różnią się od niego jednym drobnym szczegółem, a mianowicie tym, że jedna ich strona jest całkowicie płaska, co jest ważne przy precyzyjnym docinaniu ołowiu.
Schemat, który był nam potrzebny przy wycinaniu szkła, posiadał linie o stałej grubości ok. 1,5mm, bo właśnie tyle ma serce (rdzeń) ołowianego profilu. Czas to wykorzystać! Witraż będziemy budować właśnie na tym schemacie, przykładając najpierw odpowiedni fragment szkła, a następnie otaczając go ołowiem, który będziemy musieli przycinać nie tylko do odpowiedniej długości, ale również pod odpowiednim kątem.
Ołów jest na tyle miękki, że swobodnie możemy go zadrapać np. gwoździem w celu zaznaczenia naszej linii cięcia tak, aby koniec jednego profilu dotykał kolejnego. Następnie ucinamy przy pomocy szczypiec i gotowe.
Przy cięciu każdego fragmentu profilu, musimy pamiętać, że (np. w przypadku ołowiu o szerokości 5mm) ok. 2mm szkła będą chować się w następnym profilu, co musimy uwzględnić przy odmierzaniu linii cięcia, jak to widać na poniższym zdjęciu.
Wreszcie, co może niektórych zaskoczyć, potrzebne nam będą gwoździe i młotek, bo to właśnie ich będziemy używać w celu przytrzymania najbardziej zewnętrznych elementów naszej układanki do czasu jej zlutowania, żeby nagle nam się wszystko nie rozjechało i nie rozpadło na części. Warto nie stawiać gwoździa bezpośrednio przy profilu, żeby nie zniszczyć tego drugiego. W tym celu można użyć specjalnych produktów do tego przeznaczonych, ale krótkie kawałki ołowiu nadają się równie dobrze.
Z czasem nasza układanka zacznie nabierać kształtu, choć nie jest to ani bardzo prosty, ani bardzo szybki proces i, w zależności od wielkości panelu, może zająć nawet wiele dni.
Powodzenia! I do zobaczenia przy lutowaniu.
